Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Obrazkowe podsumowanie roku

Podsumowanie roku

Ostatni dzień roku, najwyższy więc czas by zabrać się za podsumowanie moich czytelniczych osiągnięć w minionym roku. A podsumowywać jest co... 
Ponieważ udało mi się przeczytać naprawdę sporo - 191 książek, toteż niniejsze zestawienie jest tylko krótkim przypomnieniem. 
Niestety zaledwie o połowie tych książek udało mi się wspomnieć na blogu - być może w 2015 znajdę trochę czasu by powrócić jeszcze do choćby kilku z nich. 
A więc tak...

Rozpoczęłam sporo nowych serii... 


A niektóre udało mi się rozpocząć... i zakończyć :)


Przeczytałam kilka kontynuacji serii poznanych wcześniej...


Skusiłam się także na kilka książek moich ulubionych autorów...


O ile rok 2013 należał do fantastyki, o tyle w 2014 niepodzielnie królował kryminał, sensacja i thriller...



Ale nie tylko, sporo książek po prostu "wpadło mi w ręce" więc je przeczytałam :) A więc varia...


I na koniec kilka książek, które mnie pozytywnie zaskoczyły lub szczególnie zapadły w pamięć...




środa, 2 października 2013

Podsumowanie września

 

Podsumowanie września





Tym razem będzie to krótkie podsumowanie – wrzesień okazał się tak udanym miesiącem pod względem ilości książek, które udało mi się przeczytać, że chyba nie ma sensu ich wszystkich jeszcze raz wymieniać. Wspomnę więc tylko o tych, które szczególnie zwróciły moją uwagę. A wiec tradycyjnie: największym okryciem był dla mnie Peter Robinson i jego kryminał „W mogile ciemnej”, który zrobił na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Oprócz sporej liczby książek dobrych i bardzo dobrych trafiały się i te słabsze i tak niestety największym rozczarowaniem okazała się powieść „Siedem lat później” Emily Giffin – choć sama w sobie nie taka zła, to moje oczekiwania względem niej były znacznie wyższe.
Ostatnio mam wrażenie, że ilość cykli i serii które jednocześnie czytam trochę wymyka mi się spod kontroli dlatego cieszę się, że we wrześniu udało mi się rozpocząć i zakończyć kryminalno-romansową trylogię pani Novak – „Zaufaj mi”, „Powstrzymaj mnie” i „Dopadnę cię”. Zapoznałam się także z kolejnymi tomami przygód Jacka Reachera z poświęconej mu serii autorstwa Lee Childa – „Czasami warto umrzeć” i „Jutro możesz zniknąć”.
Kolejnym sukcesem jest zapoznanie się w końcu z twórczością tych autorów, których książki niemal od zawsze chciałam przeczytać, a więc John Grisham – „Więzienny prawnik”, Alex Kava – „Śmiertelne napięcie” oraz Vladimir Wolff – „Kryptonim burza”.
Znalazłam nawet czas dla moich ulubionych autorów: Tess Gerritsen – „Osaczona”, Stephen King – „Pokochała Toma Gordona” i Joy Fielding – „Laleczka”.

Na koniec tradycyjnie statystyka:

Książek zrecenzowanych: 23
Średnia ocena miesiąca: 6.08
Średnia wszystkich ocen:  5.64

środa, 4 września 2013

Podsumowanie sierpnia

 

Podsumowanie sierpnia




Sierpień minął mi zdecydowanie za szybko, nie zdążyłam nawet zajrzeć do połowy książek, które miałam w planie w całości pochłonąć, ale cóż, moje plany rzadko kiedy są czymś racjonalnie osiągalnym. Choć więc przeczytałam znacznie mniej niż w poprzednich miesiącach to i tak jestem ze swojego wyniku zadowolona. W końcu o jakość, a nie ilość chodzi, a moje lektury wyjątkowo przypadły mi do gustu (A i z ilością nie jest aż tak źle :).
Sierpień minął mi pod znakiem thrillerów, sensacji i kryminałów. Zacznę jednak tradycyjnie od wymieniania najlepszej książki miesiąca, co jest wyjątkowo trudne bowiem żadna książka nie wywarła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Wspomnę więc tutaj o „61godzin” (moja ocena 7/10) bardzo dobrym thrillerze Lee Childa. Jest to moje pierwsze spotkanie z Jakiem Reacherem, ale z pewnością nie ostatnie. Dużo łatwiej wymienić mi największe rozczarowanie miesiąca – „Demony. Pokusa” (2/10). Bardzo słaba książka – zwłaszcza w porównaniu z moimi oczekiwaniami :(
Dalej jednak było już znacznie lepiej. Dwa skandynawskie kryminały: „Zamachowiec” Lizy Marklund (5/10), oraz głośne ostatnio dzięki efekciarskiemu audiobookowi „Karaluchy” Jo Nesbø (6/10). Debiutancki thriller francuskiej autorki Eleny Sender – „Wtargnięcie” (6/10), nie pozbawiony wad, ale zwiastujący kolejnego bardzo dobrego pisarza. Kolejny już dla mnie thriller autorstwa Jamesa Pattersona – „Ty umrzesz pierwszy” (5/10) – pierwszy tom cyklu o nazwie Kobiecy Klub Zbrodni. Jakoś udało mi wcisnąć także brytyjską królowe kryminałów – „Po pogrzebie” (7/10). Agatha Christie jak zawsze niezawodna.
Stephen King ma według mnie w swoim dorobku książki rewelacyjne lub bardzo słabe. „Colorado Kid  (4/10) będące rodzajem jakiegoś literackiego eksperymentu należy niestety do tej drugiej kategorii. Zawiodłam się także na „Pokucie” Anne Rice (4/10) – książce zwiastującej nowy – „uduchowiony” etap jej twórczości. 
     Lewa ręka Boga” Paula Hoffmana (6/10) okazała się nadspodziewanie dobrą lekturą, pełną wielu interesujących wątków. Podobnie dobre wrażenie odniosłam czytając „Nową Ziemię” (7/10) – choć nie uważam by, zwłaszcza fabuła pozbawiona była wad, to ostatecznie dołączam się do entuzjastycznych recenzji (i intensywnie rozglądam za „Nowym Przywódcą”).
Muszę wspomnieć jeszcze o książkach o tematyce obyczajowej, obu z motywem czasowej amnezji. „Zapomniałam, że cię kocham” (5/10) – którego bohaterką jest nastolatka, oraz „Kilka dni z życia Alice” (4/10) – opowiadające o kobiecie w średnim wieku, matce trójki dzieci. W obu przypadkach utrata pamięci pomoże im spojrzeć na swoje życie z zupełnie innej perspektywy.
I ostatnia już pozycja – wstrząsająca historia oparta na motywach biograficznych „Zabawa w miłość” (6/10), w której autorka odważnie prezentuje swoją relację jako dziecka i młodej kobiety do kilkadziesiąt lat starszego Petera.

Na koniec jak zawsze trochę statystyki:
Książek zrecenzowanych: 14
Przeczytanych stron: 4939
Średnia ocena miesiąca: 5,21
Średnia ocena wszystkich książek: 5,59

czwartek, 1 sierpnia 2013

Podsumowanie lipca

  Podsumowanie lipca


Niczego konkretnego nie zaplanowałam sobie na lipiec, żadnego hasła, żadnego planu, zupełna swawola  (no, może poza próbą pomniejszenia stosu książek „niedoczytanych” – bez większych efektów). Nic więc dziwnego, że moje lektury okazały się tak różnorodne tematycznie, że stanowią barwną mozaikę, którą trudno w jakiś sposób pogrupować, dlatego też postanowiłam przestawić to krótkie podsumowanie posługując się oceną jako kluczem. Tradycyjnie jednak zacznę od odkrycia miesiąca a okazała się nim osoba Amélie Nothomb i jej krótka ale niezwykle treściwa „Podróż zimowa” (moja ocena 7/10). Spodobał mi się styl pani Nothomb i w najbliższym czasie spróbuję sięgnąć po inne jej książki. Dla kontrastu od razu przedstawię największe rozczarowanie, a okazała się nim „Agatha Raisin i ciasto śmierci” M. C. Beaton (3/10). Mój żal jest tym większy, iż jest to pierwsza część cyklu z którym miałam nadzieję zaprzyjaźnić się na dłużej.
Nic to jednak, bowiem lipiec upłynął mi na lekturze książek dobrych i bardzo dobrych (z małymi wyjątkami). I tak największe wrażenie zrobił na mnie thriller autorstwa Joy Fielding – „Patrz, jak Jane ucieka” (8/10). Trzymający w napięciu do samego końca i zaskakujący głębią psychologicznej analizy, ale przede wszystkim świetnie napisany. Świetnie napisaną ksiązka okazała się także „Kochający na marginesie” (7/10), choć styl jest tutaj skrajnie różny.
Drugim, swoistym odkryciem lipca był cykl pani Freethy: "Lato w Zatoce Aniołów” (6/10), „Na cienistej plaży” (7/10) i „Trzy twarze Ewy” (6/10) wszystkie one przypadły mi do gustu jako lekkie, ale wciągające opowieści, takie w sam raz na lato.
Za bardzo dobrą lekturę uznałam także „Ciało” Tess Gerritsen (7/10), to pierwsza książka tej autorski i mimo, że nie należy do thrillerów medycznych z jakimi to pani Gerritsen jest kojarzona, bardzo przypadła mi do gustu. Mam nadzieję, że tak będzie także z owymi thrillerami.
Jak zwykle nie zawiodły mnie książki z moich ulubionych serii, a więc „Morze Potworów” (7/10) z cyklu poświęconego Percy’emu Jacksonowi autorstwa Ricka Riordana, oraz „Sekta” (7/10) czyli piąta już część serii o przygodach młodych agentów z tajnej organizacji szpiegowskiej CHERUB.
Najbardziej wstrząsająca książką  w tym gronie okazała się opowieść Tiny Okpary, młodej Nigeryjki o piekle jakie zgotowali jej we Francji, adopcyjni rodzice – znany piłkarz i jego żona. „Cena mojego życia” (7/10), to historia, której długo nie zapomnę.
Trudnym tematem postanowiła zając się także Barbara Delinsky poruszając w książce „Rodzinne tajemnice  (6/10) problem tolerancji rasowej we współczesnych Stanach. I choć mam zastrzeżenia co do niektórych elementów  fabuły to motyw ten wydaje mi się bardzo interesujący.
Nieco słabiej wypadła powieść Jamesa Pattersona „Jacki Jill” (5/10), być może dlatego, że zbyt wiele się po niej spodziewałam, a być może po prostu zaczęłam swoją przygodę z Alexem Crossem nie od tego tomu co powinnam. Podobne, mieszane uczucia, wywołała we mnie książka „Jeszcze bliżej” (5/10). Jej oryginalny temat – opętanie, nie do końca został wykorzystany.
Niestety nie można wiedzieć jaka jest książka, dopóki jej się nie przeczyta. Po raz kolejny przekonałam się o tym sięgając po tak szeroko reklamowanego „Wielbiciela” Charlotte Link (4/10), a powieść ta, w moim odczuciu okazała się zwyczajnie słaba i bardziej męcząca niż wciągająca. „Kwietniowy śnieg” Rosamunde Pilcher (4/10) zwiódł mnie natomiast ładną okładką, pod która kryło się przeciętne czytadło z rodzaju tych, które zapomina się zaraz po przeczytaniu. Rozczarowało mnie także „Było, minęło” autorstwa pani LaVyrle (4/10), powieść obyczajowa z którą wiązałam, zbyt duże jak widać, oczekiwania.
Najsłabszą, oprócz wspomnianej już „Agathy Raisin…”  okazała się książka Nory Roberts „Wyspa Trzech Sióstr” (3/10), powieść tak tendencyjna i schematyczna, że ledwo zmusiłam się by brnąć przez kolejne strony suchej prozy do upragnionego końca. Pani Roberts znów nie udało się przekonać mnie do swojej twórczości :(

Na koniec jak zawsze trochę statystyki:
Zrecenzowanych: 18
Przeczytanych stron: 5256
Średnia ocena miesiąca: 5,72
Średnia ocena wszystkich książek: 5,64



niedziela, 21 lipca 2013

Setna książka



 

Małe święto

Mój blog obchodzi swego rodzaju święto, otóż od momentu gdy zaczęłam go prowadzić minęło dokładnie… sto książek :) I z tej okazji postanowiłam zamieścić nieco statystyki w ramach podsumowaniach tej niezwykłej rocznicy.

Autorzy:
Otóż w minionym okresie przeczytałam książki  68 autorów. Najwięcej z nich wyszło spod pióra Roberta Muchamore (5) Lindy Howard (4) i Lauren Kate (4) oraz Mary Higgins Clark (3) oraz L. H. Zelman (3).

Wydawnictwa:
Przeczytałam książki wydane przez 38 różnych wydawnictw. Najwięcej z nich zostało wydane przez: Amber (14), NaszaKsięgarnia (10), Prószyński i S-ka (10), Świat Książki (6) oraz Egmont (5) a także wiele innych, mniejszych i większych, mnie i bardziej znanych.

Rok wydania:
Uważam, że książki się nie starzeją, ale odnoszę tą zasadę głównie do treści. Szata graficzna starzeje się jak najbardziej a ja nie będę ukrywać, że wolę książki nowe, a raczej nowowydane. Dlatego też poniższe cyfry odnoszą się do egzemplarzy, które ja miałam przyjemność czytać, nie zaś do pierwszych wydań tych książek.
A w mojej setce znalazły się głównie książki wydane w 2011 roku (28) – to był po prostu bardzo dobry wydawniczo rok, i zapewne jeszcze długo będę sięgać po pozycję, które wtedy się ukazały. A dalej 2012 (17), 2010 (13) i 2008 (12). Najstarszym egzemplarzem była książka wydane w 1997 roku.

Ilość stron:
Wśród owych 100 książek znalazły się dwa audiobooki, których stron z konieczności nie liczę, pozostałe 98 książek liczyło łącznie 31269 stron. Gdyby ułożyć je jedna na drugiej byłby to niezły stosik. :) Średnio wypada więc 319 stron na jedną książkę.
Najgrubszą księgą jaką ostatnio przyszło mi czytać była: „Zanim mnie pokochasz” (712 str.), „W samo południe” (560 str.), „Piękne Istoty” (536 str.) oraz „Nevermore. Kruk” (520 str.). Zaś najkrótszymi książkami okazały się „Podróż zimowa” (96 str.), „Wampir z Ropraz” (96 str.) „Tarantula. Skóra w której żyję” (144 str.), oraz „Zamieć śnieżna iwoń migdałów” (144 str.).

Ocena:
Najwyżej oceniłam: „Ucieczkę” Roberta Muchamora oraz „Oszukać przeznaczenie” Joshilyn Jackson (9). Za najsłabsze zaś uznałam: „Wyspa Trzech Sióstr”, „Agatha Raisin i ciastośmierci”, „Stokrotki w śniegu”, „To ja cię pokochałam, to ja cię zabiłam” oraz „Niemożliwe”, „Pocałunek o północy”, „Trucicielka” i „Spacer po szczęście” którym to książką wystawiłam ocenę 3/10. Znakomita większość książek uplasowała się gdzieś pośrodku tej statystyki, a więc za bardzo dobre –  (7/10) uznałam 22, a za dobre (6/10) – 25 książek. 19 książek oceniłam jako przeciętne (5/10), 15 zaś jako nieco słabsze (4/10). Swego rodzaju ewenementem okazało się „Przebudzenie Śpiącej Królewny” autorstwa Anne Rice, którą to książkę z premedytacją opatrzyłam oceną 1/10 jako kompletne nieporozumienie.

Gatunki:
Gatunki owej setki nie odzwierciedlają w pełni moich preferencji i są wynikiem raczej z marcowego planu nadrabiana zaległości w fantastyce. I stąd  wątki fantastyczne pojawiły się w 33 z mojej setki książek, ale nie zabrakło także kryminałów (18), romansów (18), powieści obyczajowych (16), thrillerów (10) i sensacji (10). Zazwyczaj książki zawierały wiele tych elementów jednocześnie. 4 książki powstały na podstawie rzeczywistych wydarzeń - biografie. Najmniej liczną grupę stanowiły horrory (4), choć jest to gatunek, który rzadko kiedy występuje w czystej postaci.

wtorek, 2 lipca 2013

Podsumowanie czerwca

Podsumowanie czerwca



Czerwiec okazał się  bardzo owocnym czytelniczo miesiącem, choć na początku nic tego nie zapowiadało. Udało mi się przeczytać całkiem sporą liczbę tytułów, a co ważniejsze, większość z tych książek okazała się bardzo dobrym wyborem. Tematycznie przeważały kryminały przeplatane romantycznymi thrillerami, w czerwcu raczej nie czytałam za to fantastyki.
Swoje podsumowanie zacznę jednak tradycyjnie od największego odkrycia miesiąca. Bezapelacyjnie w tej kategorii wygrywa cała seria „Cherub” Roberta Muchamore traktująca o przygodach nastoletnich agentów. Cykl liczy kilkanaście książek, ja jak dotąd zapoznałam się z wprowadzającym „Rekrutem” (moja ocena 8/10) gdzie poznajemy Jamesa Adamsa, „Kurierem” (7/10) opisującym jego drugą ważną misję, a także rewelacyjną „Ucieczką” (9/10 ) i nieco słabszym „Świadkiem” (6/10). Całą serię uważam za bardzo udaną i jest tylko kwestią czasu, kiedy sięgnę po kolejne tomy.
Jak już napisałam w moim czytelniczym czerwcu dominowały przede wszystkim kryminały. I były to kryminały w większości bardzo dobre. Zacznę od klasyki czyli „Piekło jest we mnie” Joe Alexa (6/10 ), a także reprezentujących skandynawski nurt w tym gatunku „Nie oglądaj się” Karin Fossum (7/10), Zmierzch” Johana Theorina (6/10) oraz nieco słabsze ale również interesujące krótkie opowiadanie kryminalne Camilli Läckberg „Zamieć śnieżna i woń migdałów” (5/10). Wśród autorów nie zabrakło także mojej ulubionej Mary Higgins Clark tym razem w książce „Udawaj, że jej nie widzisz” (6/10). Znalazło się też miejsce dla całkiem nowej dla mnie autorki – Lisy Scottoline. Jej „Zabójczy uśmiech” (7/10) jest zapowiedzią dłuższej znajomości z książkami sygnowanymi jej nazwiskiem. Podobnie rzecz ma się z panią Griffiths w najbliższej przyszłości planuje przeczytać książkę poprzedzającą wydarzenia z „Janusowego kamienia” (7/10), gdzie główną postacią jest sympatyczna Ruth będąca sądowym archeologiem.
Muszę wspomnieć jeszcze o dwu znacznie cięższych klimatycznie pozycjach by móc je nazwać po prostu kryminałem – „Wampir z Ropraz” Jacquesa Chessex (6/10) będący w zasadzie horrorem, oraz „Betonowy ogród” Iana McEvana (8/10) osławionego pod znamiennym mianem makabrysty. Pozycję ciężkie, ale warte przeczytania.
Każdy miesiąc ma też niestety pozycję którą kwalifikuję jako największe rozczarowanie, w czerwcu ten niepochlebny tytuł zdobywają „Stokrotkiw śniegu” Richarda Paula Evansa (3/10). To po prostu słaba książka, a w każdym razie zupełnie nie w stylu jaki lubię i cenię.
Oprócz kryminałów czerwiec jak to letni miesiąc obfitował też w lekkie lektury, mój wybór padł na romantyczne thrillery, głównie autorstwa Lindy Howard. Utrzymane w żartobliwej tonacji „Polowanie na sobowtóra” (6/10) oraz znacznie słabsza niestety kontynuacja „Ryzykowana piękność” (4/10), a także nieco poważniejsze w tonie „Niebezpieczne zbliżenie” (6/10) oraz „Anioł śmierci” (5/10). Do tej kategorii, lekkich niewymagających lektur zalicza się także „Czarne lustro” Sharon Sala (4/10) oraz typowy, ale miejscami zabawny romans „Powtórka z małżeństwa” Katie Fforde (6/10)
Na koniec muszę wspomnieć o jeszcze dwóch książkach, które wbrew założeniom jakie przyjęłam w czerwcu zaliczają się do szeroko pojętej fantastyki. Pierwsza dość przeciętna pomimo pochlebnymch recenzji - „Paranormalność” Kiersten White (5/10) nieco mnie rozczarowała, za to druga „Duchy przeszłości” Wendy Webb (7/10) przyjemnie mnie zaskoczyła. 

Podsumowując zamieszczam jak zawsze nieco statystyki.
Zrecenzowanych: 22
Średnia ocen miesiąca: 6,09
Średnia wszystkich ocenionych książek: 5,63

niedziela, 2 czerwca 2013

Podsumowanie maja



Podsumowanie maja


A więc nastał nam czerwiec. Na razie dość deszczowy, ale nie tracę nadziei na słońce, choć z drugiej strony, nic tak nie sprzyja dobrej lekturze jak deszczowy wieczór i kubek aromatycznej herbaty. Ostatecznie i na słońce i na deszcze najlepsza jest porządna książka. Ale do rzeczy. Maj upłynął mi ewidentnie pod znakiem aniołów (najczęściej upadłych), nie był do zamierzony element, tak jakoś po prostu wyszło. Zanim jednak do tych książek dojdę, wspomnę o kilu innych.
Na początek tradycyjnie największe odkrycie tego miesiąca. I tu bezapelacyjnie musi paść nazwisko Mary Higgins Clark – amerykańskiej autorki kilkudziesięciu już powieści z pogranicza thrillera, kryminału i sensacji. To co lubię u tej pani to porządny pisarki warsztat, dobrze i kompletnie skonstruowana fabuła, ciekawy pomysł i do końca nieprzewidywalne rozwiązanie. A także, co niezwykle rzadkie gdy autorkami takich książek są kobiety, zaledwie subtelnie zarysowany wątek romansowy, który nie przysłania całej treści. Taka właśnie jest powieść „Śmierć wśród róż” (moja ocena 8/10), a także nieco słabsza ale wciąż bardzo dobra powieść „Noc jest moją porą” (6/10).
Największą niespodzianą w maju okazała się dla mnie książka Alistaira MacLeana „Noc bez brzasku” (8/10). Zazwyczaj nie sięgam po takie książki – mówiąc „takie” mam na myśli tzw. męską literaturę (wiem, że to uproszczenie, ale skoro mówimy o typowo kobiecych książkach, to dlaczego nie męskich?) militarną, szpiegowską lub z wątkiem technologicznym. Tymczasem książka MacLeana jest konkretnym, porządnym thrillerem od pierwszej do ostatniej strony trzymającym w niesłabnącym napięciu.
Niestety jak zwykle nie wszystko mi się podobało czas więc na największe rozczarowanie maja. Uznałam, że najbardziej zawiodłam się na „W samo południe” (4/10) Nory Roberts, bo choć książka sama w sobie nie jest taka zła to po wszystkich entuzjastycznych recenzjach spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego. Podobnie rzecz miała się z „Wyspą kłamstwa” (4/10) pań Jackson i Bush. Nie udało mi się wczuć w klimat tej książki i z trudem dotrwałam do końca.
Ostatnim thrillerem, który udało mi się przeczytać w maju, była „Obsesja” pani Spindler (5/10), choć tej książce akurat bliżej do romansu i to niezbyt wysokich lotów. Zawiodłam się także na „Zanim mnie pokochasz” Beatriz Williams (4/10) reklamowanej jako klimatyczna opowieść o miłości silniejszej nawet niż prawa czasu. Za to bardziej podobał mi się prosty, lekki romans Sharon Sala „Pamiętaj” (5/10). Miły odpoczynek od nieco cięższych klimatów. Polecam także „Ostatnią noc w Chateau Marmont” (6/10), to taka lekka, letnia lektura którą pochłania się w ciągu jednego dnia.
Teraz mogę przejść do wspomnianych aniołów. Głośny cykl Lauren Kate składający się z czterech części: „Upadli” (5/10) – typowej młodzieżowej książki o ponadnaturalnym romansie; „Udręka” (7/10) – całkiem dobrej i dużo dojrzalszej odsłonie tej historii; „Namiętność” (4/10) – która pomimo, że zawiera więcej wydarzeń niż poprzednie nieco mnie rozczarowała; „Uniesienie” (5/10) – zamknięcie cyklu, poprawne lecz jak dla mnie bez fajerwerków. Ogólnie mam dosyć niejednoznaczne odczucia co do całego cyklu. Bardzo fajny pomysł, nieco gorsza jego realizacja.
Druga przeczytana w maju historia o aniołach to trylogia pani Zelman. Jakiś czas temu przeczytałam pierwszy tom, teraz zaś przyszedł czas na „Bezsenność anioła” (4/10) niestety bardzo słabą cześć. Całość ratują „Grzechy anioła” (6/10), która to książka pozytywnie mnie zaskoczyła i pozostawiła po sobie miłe odczucia co do całej, przeciętnej w gruncie rzeczy serii.
Na koniec muszę wspomnieć o serii, która w żadnym wypadku przeciętna nie jest i choć na razie przeczytałam tylko pierwszą cześć cyklu pana Riordana – „Złodziej pioruna” (8/10), to wiem, że pochłoniecie przeze mnie całości jest tylko kwestią czasu.
Jeszcze jak zwykle trochę statystyki:

Zrecenzowane: 16
Średnia ocena miesiąca: 5,56
Średnia wszystkich ocenionych książek: 5,5

wtorek, 7 maja 2013

Podsumowanie kwietnia



Podsumowanie kwietnia

Tak wiem, skandalicznie późno jak na podsumowanie, ale cóż to nie tylko moja wina – wiosna też ma w tym współudział :)
Ubiegły miesiąc nie obfitował tak jak poprzednie w nadmiar wolnego czasu, toteż statystycznie nie wypada on tak dobrze, jak luty czy marzec. Mimo dobrych chęci w nawale zajęć zwyczajnie brakło mi czasu na czytanie. Na szczęście jednak nie o ilość ale jakość tu chodzi a pod tym względem kwiecień pozytywnie się wyróżnia.
Zacznę jednak od przypomnienia książek pod znakiem których upłynął mi czytelniczy marzec. Wyznaczyłam sobie wtedy za zadanie nadrobienie zaległości w książkach dla młodzieży zwłaszcza tych z wątkiem fantastycznym i wtedy też zaopatrzyłam się w dwie pierwsze części cyklu pani Cabot inspirowanej mitem o Persefonie. Przeczytałam je dopiero w kwietniu i muszę przyznać, że zarówno „Porzuceni” (moja ocena 5/10) jak i „Świat podziemi” (m. o. 6/10) są może niezbyt oryginalnymi, ale przyjemnymi i lekkimi lekturami. Podobnie sprawa ma się z „Dotykiem Gwen Frost” (m. o. 6/10) pani Estep, która wprawnie przeplata obraz współczesnej rzeczywistości z watkami mitologicznymi umiejscawiając akcję i nieco zagubioną bohaterkę w Akademii Mitu.
Na tym miałam skończyć swoja małą przygodę z literaturą dla młodzieży w najbliższym czasie, ale niestety wpadł mi w oko zwiastun filmu nakręconego na podstawie książki autorstwa pań Garcia i Stohl, i wydał mi się na tyle interesujący, że postanowiłam przedtem sięgnąć po książkę. Nie był to jednak dobry pomysł, bo „Piękne istoty” (m. o. 5/10) okazały się lekturą na wskroś przewidywalną a przede wszystkim nudną. Mama nadzieję, że film okaże się jednak lepszy.  
Potem, kiedy już zaplanowałam sobie kilka poważniejszych i nieco „mocniejszych” lektur w ręce wpadł mi „Nefilim” Thomasa Sniegoskiego (m. o. 4/10) a także dość dziwaczna opowiastka „To ja cię pokochałam, to ja cię zabiłam” (m. o. 3/10). Jak widać po ocenach, nie był to z mojej strony najlepszy wybór. Ale może właśnie dlatego zdecydowałam się w końcu sięgnąć po klasyczny kryminał autorstwa także klasyka, którego ja w tej roli dopiero poznaję a więc „Kto zabił panią Skrof (m. o. 7/10) Mika Waltariego. A kiedy udało mi się już przekroczyć przysłowiowy Rubikon, dalej poszło już samo. A moja potrzeba „mocnej” lektury poprzez thriller „Jedenaście godzin” (m. o. 7/10), autobiograficzną opowieść „Strefa cienia. Trzy lata z psychopatą” (m. o. 5/10), kryminał „Na granicy” (m. o. 7/10) a także wstrząsającą powieść „Tarantula. Skóra w której żyję” (m. o. 7/10) została w końcu zaspokojona i mogła osiągnąć swe apogeum w „Jedynym dziecku” Jacka Ketchuma. Wybory te okazały się bardzo trafne, a wszystko to bardzo dobre i godne polecenia książki.
Na koniec wspomnę jeszcze o „Whisper. Nawiedzony dom” (m. o. 6/10), którą to książkę znalazłam na półce jako jedyną pasującą do kwietniowego wyzwania „Pod hasłem” w ramach którego ją przeczytałam.
Na koniec więc trochę statystyki:

Zrecenzowane: 13
Średnia ocena miesiąca: 5,61
Średnia wszystkich ocenionych książek: 5,48

wtorek, 2 kwietnia 2013

Podsumowanie marca



Podsumowanie marca

I tak oto, zupełnie niepozornie i gdyby nie święta, pewnie zupełnie niezauważalnie minął nam marzec. A więc najwyższa pora na podsumowanie. A podsumowywać jest co. Od bardzo dawna nie udało mi się przeczytać tak wielu książek w tak krótkim czasie. Nie będę jednak udawać, że nie odbyło się to troszkę kosztem jakości. Ale taki właśnie był plan. Otóż na końcu lutego postanowiłam, że uprzyjemnię sobie marcowe czekanie na wiosnę uzupełniając braki w kategorii książek napisanych dla młodzieży, zwłaszcza tych z wątkami fantastycznymi. Stąd też mój charakterystyczny wybór tytułów, które choć w ostatecznej ocenie bardzo różne, mają tę wspólną cechę, że czyta się je bardzo szybko – niestety głównie dlatego, że nie wymagają żadnego zaangażowania intelektualnego. Ale po kolei.
Największym odkryciem ubiegłego miesiąca była dla mnie bez wątpienia pani Tehereh autorka „Dotyku Julii” (moja ocena: 8/10) i może to dość nietypowe, to bardziej od samej treści książki, która pozostawia sporo do życzenia urzekł mnie styl w którym została napisana. Lekkość z jaką pani Tehereh posługuje się słowem i kilka ciekawych zabiegów językowych pozwala jej niemal namacalnie oddawać odczucia bohaterów. Jestem pod wrażeniem.
Za to „Ukryte” pani Derting (m. o.-7/10) urzekło mnie swoją prostotą i swoistym urokiem. Sam pomysł, by „dar” głównej postaci polegał na umiejętności odczuwania, odnajdywania zmarłych, także wydaje mi się dość oryginalny. Przynajmniej nie znowu o wampirach :)
A jeśli chodzi o wampiry :) to zapoznałam się z pierwszym tomem cyklu pani Mead „Akademia wampirów” (m. o. - 6/10) i choć nie podzielam ogólnego entuzjazmu, to i ja muszę przyznać, że niektóre wątki wydały mi się dość interesujące. Jeśli zaś chodzi o „Przyrzeczonych” pani Fantaskey (m. o.- 5/10 ) to jest to pozycja bardzo schematyczna i jedna z tych, które zapomina się tuż po przeczytaniu. Ale czyta się przyjemnie :) Znacznie gorzej rzecz się ma z „Pocałunkiem o północy” pani Adrian ( m. o. – 3/10) próba stworzenia „dorosłej”, mrocznej książki o wampirach okazała się bardzo płytką i niesmaczną pomyłką.
Tyle o wampirach, ale współcześni autorzy już dawno przestali się ograniczać tylko do nich. Mamy więc świat aniołów w pierwszej powieści z cyklu autorstwa pani Zelman „Tożsamość anioła” (m. o. – 5/10) jest świetnym przykładem tego jak stworzyć interesującą fabułę posługując się dobrze wszystkim znanymi legendami i motywami. Podobnie zresztą rzecz się ma w przypadku „Po tamtej stronie ciebie i mnie” (m. o. – 4/10) której bohaterką jest dusza młodej dziewczyny, którą poznajmy w momencie jej śmierci. W tym miejscu powinnam także wspomnieć o „Miłości Alchemika” (m. o. – 5/10) o dziewczynie próbującej uwolnić się od konsekwencji długowieczności oraz niestety jednej z najsłabszych pozycji – „Niemożliwe” Nancy Werlin (m. o. – 3/10) – czerpiącej motywy z folkloru.
Na koniec by zamknąć tę kategorie dwie inne książki – „Światła września” (m. o. – 7/10) klasyczna fantastyczna powieść dla młodzieży, magiczna i urzekająca językowo. Nic tylko zachwycać się pisarskim kunsztem Zafona. „Pamiętnik z przyszłości (m. o. – 6/10) pani Ahern będący raczej powieścią obyczajową niż fantastyczną, choć niewiele na tym traci.
No dobrze. Powiedziałam, że czytałam głównie powieści dla młodzieży ale oczywiście nie tylko. Zmienność nastrojów nigdy mi nie pozwala na dłużej skupić się na jednej tematyce. W tak zwanym międzyczasie wpadła mi więc w ręce „Lalka” Alisy Mun (m. o. – 4/10) – opowieść o robocie zyskującym duszę. Powieści obyczajowe – duże wrażenie zrobiła na mnie zwłaszcza „Ciężar milczenia” pani Gudenkauf (m. o. 7/10), a także „Sekretny język kwiatów” (m. o. – 5/10) i dokładne studium dramatu jakim jest zaginięcie dziecka w „Rok we mgle” autorstwa Michelle Richmond (m. o. – 6/10). Nieco mniej udanie wspominam głośną powieść Emmy Donoghue – „Pokój” mimo, że autorka mierzy się z naprawdę trudnymi tematami, to próbę tę uważam za nie do końca udaną. Podobnie moich – może zbyt rozbudzonych - oczekiwań nie spełnił „Taniec czarownic” pani Gregson (m. o. 6/10) opis i okładka obiecywały mi znacznie więcej niż znalazłam w środku :(
Znalazło się także miejsce na kryminały. Moja druga próba zmierzenia się z twórczością pani Link w „Grzechach aniołów” (m. o. – 5/10) tym razem udało mi się dobrnąć do końca, ale ochów i achów nie ma. Podobnie jak w przypadku lekkiego kryminału autorstwa Charlaine Harris – „Prawdziwe morderstwa” (m. o. – 5/10), pierwszego tomu cyklu, w którym główna postacią jest małomiasteczkowa bibliotekarka. Równie lekko czyta się „Brutalną prawdę” (m. o. – 6/10) – sensacyjny romans autorstwa Karen Robards.
Wymienić jeszcze muszę trzy tytuły, których ze sobą zupełnie nic nie łączy, poza tym, że jakimś trafem wpadły mi w marcu w ręce :) Autobiograficzna opowieść „Sprzedana. Moja historia” opisująca losy kobiety zmuszonej do prostytucji (m. o. – 6/10). To jedna z tych książek, których staram się wystrzegać, co jakoś nigdy mi się nie udaje.
Dalej zbiór opowiadań „Trucicielka” autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta (m. o. – 3/10) – wielkie rozczarowanie tego miesiąca. Niestety nie największe, bowiem zupełnie zaszokowała mnie Anne Rice pseudo-erotycznym tworem, którego z pewnością nie można nazwać powieścią – „Przebudzenie Śpiącej Królewny” (m. o. – 1/10) pozostawię bez dalszego komentarza.

Podliczyłam i wyszło mi ni mniej ni więcej tylko 23 książki. To jak dla mnie bardzo dużo, ale spóźniająca się wiosna, też ma w tym swój udział :)

Zrecenzowane: 23
Średnia ocen miesiąca: 5,08
Średnia wszystkich ocenionych książek: 5,40

poniedziałek, 11 marca 2013

Podsumowanie lutego



Tak wiem, jest już prawie połowa miesiąca, ale ze względu na niesprzyjające blogowaniu okoliczności – najazd rodziny ;) – moje podsumowanie lutego pojawia się właśnie teraz. A jest co podsumowywać, choć to był zdecydowanie za krótki miesiąc ;)

Zacznę od książek z którymi spotkanie będę jeszcze długo wspominać. A dla mnie ten miesiąc pozostanie pod znakiem „Oszukać przeznaczenie” Joshilyn Jackson (moja ocena 9/10), niebanalnego połączenia gatunków dzięki którym autorce udaje się zwycięsko zmierzyć z trudnym tematem przemocy. Niestety nie udaje się to już w przypadku „Bogów Alabamy” (4/10), w których znajdziemy uzupełnienie niektórych wątków poprzedniej książki.
Po odkryciu pani Jackson przyszedł czas na pewniaka – Carlos Ruiz Zafon nigdy nie zawodzi, nie zawiódł mnie więc też, jak zawsze magiczny i urzekający świat w „Księciu Mgły” (8/10).
Teraz kolej by wspomnieć o książkach dobrych, niemal bardzo dobrych – a było ich sporo i to bardzo różnorodnych. Autobiograficzna opowieść „Oszukana” (7/10) w której Sarah Smith opisuje przerażający mechanizm manipulacji i równie przerażające jego skutki, gdy wmówiono jej, że stała się celem ataków IRA. Prawdziwość tej historii czyni ją naprawdę wstrząsającą. Równie trzymającą w napięci pozycją jest „Samotna” Lisy Gardner (7/10), bardzo dobrze napisana klasyczna sensacja.
Za jeden z sukcesów minionego miesiąca uważam swoje spotkanie z Joy Fielding i jej „Teraz ją widzisz” (7/10), kryminałem napisanym z perspektywy nieco szalonej matki nie potrafiącej porzucić nadziei i wszędzie, nawet podczas urlopu w innym kraju, poszukującej swej zaginionej córki. Drugim sukcesem jest odkrycie Anity Shreve – „Trudne decyzje” (7/10), której język pisania i sposób budowania historii bardzo przypadł mi do gustu.
Dalej zaś kolejny pewniak Nicholas Evans – „Serce w ogniu” (7/10). Historia zmieniających się relacji miedzy trójką przyjaciół przedstawiona w ciepły i inteligentny, za to pozbawiony zbędnego melodramatyzmu sposób.
Książki całkiem dobre, ale które niekoniecznie spełniły moje, przyznaję, że dość wysokie, wymagania. „Ludzie wiatru” Viviane Moore (6/10), kryminał historyczny wzorowany na „Imieniu róży”. Klasyczny kryminał „Cierpliwość pająka” (6/10) autorstwa włoskiego pisarza Andrea Camilleriego. I ostatni, tym razem kryminał sensacyjny „Czerwone Liście” (6/10) autorstwa Paulline Simons.
Przymus  Keitha Ablowa (5/10) z którym zetknęłam się na początku lutego był pozycją  co najwyżej dobrą, a postać detektywa – psychologa jakoś mnie nie przekonała.
Nie przekonała mnie też pierwsza część cyklu „Nevermore. Kruk” (4/10), choć przyznaję, że motyw świata wzorowanego na twórczości E.A. Poego, jest niezwykle intrygujący, ale całość niestety mnie zawiodła. Podobnie zawiódł mnie Jonathan Caroll w swojej surrealistycznej powieści „Białe jabłka” (4/10). Za to jeśli chodzi o „Ogród marzeń” Barbary Delinsky (4/10), to od początku nie spodziewałam się zbyt wiele, nie czuję się wiec szczególnie zaskoczona – ot przyjemne czytadło. Czegoś znacznie więcej oczekiwałam po „Spacerze po szczęście” (3/10), ale niestety to najsłabsza książka jaką zdarzyło mi się ostatnio czytać.
Na koniec wspomnę jeszcze o „Mama kazała mi chorować”, poruszającej historii Julie Gregory, jej traumatycznego dzieciństwa naznaczonego przez matkę cierpiąca na zastępczy zespół Munchhausena.
I tak oto minął mi luty ;). Niestety już teraz wiem, że marzec nie będzie tak obfity w „wolny czas”, co dla mnie zawsze oznacza czas z książką.

Podsumowując
Zrecenzowane: 16
Średnia ocen: 5,87
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...