Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 grudnia 2015

przy sześć

Malfetto. Mroczne piękno - Marie Lu


Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 04/2015
Ilość stron: 380

Nie miałam okazji zapoznać się z głośnym cyklem autorstwa pani Lu "Rebeliant", choć przeczytałam na jego temat mnóstwo pozytywnych opinii i recenzji. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś trafi on w moje ręce. Prosty, a jednocześnie bardzo obrazowy styl pisania Marie Lu bardzo przypadł mi do gustu. 
"Malfetto. Mroczne piękną" mogłoby być jeszcze jedną z setek podobnych historii fantasy, o niezwykłej bohaterce, która opanowuje drzemiące w niej moce w słusznej sprawie walki dobra z otaczającym złem. Byłaby to z pewnością ciekawa, ale niczym nie wyróżniająca się historia. Na szczęście jednak autorka postanowiła trochę pobawić się tematem i ostatecznie nic w tej książce nie jest takie jakiego moglibyśmy się spodziewać rozpoczynając lekturę. 
Pani Lu osadziła fabułę swojej opowieści w alternatywnej rzeczywistości renesansowych Włoch. Co już w samo sobie jest ciekawe i dość nietypowe. Co ważniejsze w jej historii, przez Europę przeszła zaraza, choroba, której ofiarą padło wielu mieszkańców, ale nie wszyscy po prostu zmarli. Niektórzy zostali naznaczeni piętnem, wraz z którym przybyły im różne nadnaturalne zdolności. Naznaczeni budzą zarazem podziw jak i strach. A dla nastoletniej Adeliny - której jedynym dobrem była uroda, pozwalająca na odpowiednie zamążpójście - piętno jej mocy jest prawdziwą tragedią. 
Interesująca książka która pokazuje jak cienka jest granica między dobrem a złem, jeśli takowa w ogóle istnieje. Adelina nie jest kolejną bohaterką, która samotnie ratuje świat, jest świetnym przykładem tego jak może się uratować świata nie udać. 
"Mroczne piętno" jest pierwszym tomem serii, która będzie kontynuowana. Jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się ta historia.  
Moja ocena: 7/10
******* 


Zemsta czarownicy - Joseph Delaney

 
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 272

Nakładem wydawnictwo Jaguar po raz drugi ukazał się niezwykle popularny cykl książek Josepha Delaneya "Kroniki Wardstone". Zapewne ma to coś wspólnego z filmem na podstawie tych książek, "Siódmy syn". Tak, czy owak dzięki temu i ja miałam okazję zapoznać się z pierwszą częścią przygód Thomasa Warda - siódmego syna siódmego syna, który zostaje oddany do terminu  Stracharza. Przypuszcza, że ma przed sobą całe lata nauki jak walczyć z różnego rodzaju potworami, tymczasem będzie musiał zmierzyć się z prawdziwym wyzwaniem znacznie szybciej niż ktokolwiek sądził.
Książka skierowana jest raczej do młodszego czytelnika - choć nie całkiem małego, bowiem makabryczne wyczyny czarownic robią naprawdę spore wrażenie. Ja choć do owych "młodszych" się nie zaliczam, także dałam się porwać tej historii. Podobały mi się zarówno postacie - groźny i surowy mistrz, tajemnicza matka głównego bohatera, przerażająca Mateczka Malkin, nieco zagubiony wśród wszystkich wydarzeń, które sam zapoczątkował Thomas, a przede wszystkim bardzo niejednoznaczna Alice. Widać nawet w świecie gdzie istnieje magia można być jednocześnie dobrym i złym. 
Jestem bardzo ciekawa zarówno  filmu jak i kolejnych części "Kronik". Mam tylko nadzieję, ze będą nico bardziej obszerne, "Zemsta czarownicy" ma bowiem tę wadę, że za szybko się kończy :)
Moja ocena:7/10
*******


Krwawy fiolet - Dia Reeves


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 344

"Krwawy fiolet" jest jedną z najbardziej niezwykłych książek, jakie dane mi było w ostatnim czasie czytać. I wcale nie chodzi mi o to, że wszystko co się dziej w otoczeniu nastoletniej Hannah - głównej bohaterki, ma nadprzyrodzony charakter. Do takich książek już dawno przywykłam, i szczerze mówiąc bardzo je lubię. "Krwawy fiolet" jest jednak bardzo dziwny, nawet jak dla mnie. Sam pomysł na fabułę jest bardzo intrygujący. Nastoletnia dziewczyna odszukuje matkę, z którą dotąd nie miała kontaktu i postanawia u niej zamieszkań. Nie spodziewa się tylko, że Portero - miasto, w którym przyjdzie jej teraz żyć, okaże się jeszcze bardziej szalone niż ona sama.
Pani Reeves stworzyła niezwykły świat z pogranicza bajki i horroru. Jednocześnie rzeczywisty jak i odrealniony, choć w obu przypadkach równie brutalny. Trochę melodramatyczne sceny w których nastolatka stara się zyskać akceptację matki, mieszają się z takimi, w których na przykład karmi potwora kawałkami ciała z nogi sąsiada...
Lektura "Krwawego fioletu" była bardzo interesującym doświadczeniem i cieszę się, że się na nią zdecydowałam, nawet jeśli nie do końca spełniła moje oczekiwania. Książka jest bardzo specyficzna i rozumiem zarówno tych, których urzekła, jak i tych, których zniesmaczyła. Ja sama doświadczałam i jednego i drugiego.
Moja ocena: 5/10
*****


Gorączka - Amy Meredith


Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 204

Trzecia odsłona przygód nastoletniej Eve, która odkryła w sobie zdolność predestynującą ją do walki ze złem - jako potomkini legendarnej czarownicy z Deepdene. Pojawienie się w mieście księcia demonów, którego udało się pokonać, a nawet powtórne zamknięcie wrót piekieł nie sprawiło jednak, że Eve może spocząć na laurach. Razem z dwójką przyjaciół, niezawodną Jess, na którą może liczyć bez względu na okoliczności (czy chodzi o walkę z demonem czy udany dobór dodatków do stroju) oraz zawsze gotowego do pomocy Luka, musi zmierzyć się z kolejnymi niebezpieczeństwami.
W mieście panuje tajemnicza epidemia, której towarzyszy niespotykana fala upałów, i choć początkowo nic nie wskazuje na to, że w chorobie jest coś nadprzyrodzonego zarówno Eve, jak i jej przyjaciele pozostają czujni.
Bardzo króciutka, ale jak zawsze wciągająca historia, która czyta się dosłownie kilka chwil. Troszkę żałuje, że autorka nie rozwinęła fabuły w coś  bardziej skomplikowanego. Największą wadą książki jest bowiem jej przewidywalność. Autorka nawet nie próbuje nas zaskoczyć i prezentuje nam "sprawcę" całego zamieszania już na wstępie książki.
Uroczy watek uczucia rodzącego się między Eve a Lukiem. Sądzę, że cykl przeznaczony jest dla młodszego czytelnika bowiem całość ma w sobie coś bardzo niewinnego i naiwnego. Albo może ja już jestem zbyt cyniczna...
Moja ocena: 6/10
******  



O włos od śmierci - J. D. Robb



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 432

Nowy Jork połowy XXI wieku, a więc za kilkadziesiąt lat. Porucznik Eve Dallas, inteligentna, twarda i obdarzona ponadprzeciętną zdolnością wczuwania się w sytuację ofiar i morderców prowadzi kolejne skomplikowane śledztwo. Pani Roberts pisząca pod pseudonimem J.D. Robb przyzwyczaiła mnie już, że seria In Death to kryminały najwyższych lotów, świetnie skonstruowana i misternie opracowana intryga, niebanalne rozwiązanie, pełnokrwiści zawsze intrygujący bohaterowie, a przede wszystkim świetna rozrywka przy "odkrywaniu" prawdy. Mimo upływy lat wszystkie zalety tego cyklu wciąż pozostają aktualne, a pomysły na fabułę zaskakują.
Choć pani porucznik widziała już niemal wszytko, to śledztwo jakie przyjdzie jej poprowadzić okaże się wyjątkowo trudne. Ofiarami nieznanych sprawców padła bowiem cała kilkuosobowa rodzina. Brutalnie zamordowani we własnych łóżkach według opinii najbliższych prowadzili proste, szczęśliwe życie. Dlaczego więc stali się ofiarami tak bezwzględnej zbrodni? Jedyną osobą, która może rzucić nieco światła na śledztwo jest kilkuletnia dziewczynka, która cudem uniknęła śmierci. Współpraca z dzieckiem, które przeżyło taką tragedię jest bardzo trudna, zwłaszcza, że w twardej Eve Dallas dzieci budzą głownie przerażenie.
Bardzo lubię książki z cyklu In Death. Mam już ich na swoim czytelniczym koncie całkiem sporo. "O włos od śmierci" jest 20 w kolejności tomem. Dla tych, w których taka liczba budzi przerażenie, powiem, że każda książka jest zamkniętą całością i można sięgnąć po dowolną część by cieszyć się lekturą :)
Moja ocena: 7/10
******* 
Tom 1   Tom 2   Tom 3   Tom 4   Tom 5   Tom 6   Tom 7




czwartek, 20 lutego 2014

Pocałunek Anioła Ciemności - Sarwat Chadda


Pocałunek Anioła Ciemności - Sarwat Chadda


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 320




Do przeczytania „Pocałunku Anioła Ciemności” skusiła mnie osoba autora. Kiedyś przez przypadek natknęłam się na jego nazwisko – mimo, że jest praktycznie jeszcze zupełnie nieznanym pisarzem – wraz z komentarzem, że pochodzi on z Indii, jest muzułmaninem z wyznania i ożenił się z córką pastora. Pomyślałam sobie, że to bardzo intrygująca mieszanka kulturowo - religijna, gdy więc w ręce wpadła mi jego książka od razu zabrała się za czytanie.

„Pocałunek Anioła Ciemności” jest jak to można zgadnąć już po tytule książką przeznaczoną dla młodzieży i choć nie do końca, to wpisuje się w nurt paranormal romance. Nie do końca, bowiem absolutnie nie pasuje do królujących tutaj schematów :) Główną bohaterką jest Billi, nastolatka, którą z pośród rówieśników wyróżnia to, że jest pierwszą i jedną żeńską członkinią zakonu Templariuszy. Stowarzyszenie to, od stuleci prowadzi niekończącą się walkę ze złem tępiąc wszystkie jego przejawy czyli między innymi ghule, demony, wilkołaki i tym podobne istoty.  Znaczna część edukacji Billi polega więc na ćwiczeniach walki mieczem, nauki języków starożytnych, historii, teologii i wszystkiego tego co adept zakonu umieć powinien. Dużo tego zwłaszcza dla nastolatki, która bardzo by chciała móc wieść normalne życie  jak inni uczniowie z jej szkoły. Bo Billi oczywiście chodzi też do szkoły. Jej skargi nie trafiają jednak do serca jej wymagającego ojca – twardego mistrza zakonu.

Książkę czyta się lekko i szybko, głównie dlatego, że jest dość nieprzewidywalna. Gdy Billi na swej drodze spotyka intrygującego nieznajomego mamy wrażenie, że oto mamy przed sobą kolejny typowy nastoletni romans, tymczasem autor postanowił nas zaskoczyć i historia zmierza w zupełnie innym kierunku. I choć ostatecznie nie jestem do końca pewna czy ten kierunek mi się podobał, to przyznaję, że się tego nie spodziewałam.

To co najbardziej mi się w „Pocałunku Anioła Ciemności” podobało, to fakt, że jest to świetny przykład opowieści opartej na tych elementach różnorodności kulturowej, które weszły już na stałe do kultury masowej. Mamy więc sporo elementów arabskich, żydowskich oraz oczywiście chrześcijaństwo. Taki swoisty miszmasz w którym oprócz szatana mamy także klątwy, przepowiednie, media, ghule i inne potworki :)


„Pocałunek Anioła Ciemności” to taka lżejsza pozycja dla tych, którzy mają ochotę na chwilę relaksu nie wymagającego szczególnego zaangażowania.  

Moja ocena: 
5/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania: pod hasłem oraz serie na starcie 

poniedziałek, 9 września 2013

Żona godna zaufania - Robert Goorlick

 

Żona godna zaufania - Robert Goorlick


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 328



Robert Goorlick napisał „Żonę godną zaufania” zainspirowany albumem zawierającym zdjęcia z amerykańskiej prowincji schyłku XIX wieku. Chciał wbrew powszechnej opinii przypomnieć, że to nie wielkie miasta stanowiły „siedliska grzechu” i zepsucia, ale właśnie zamknięte prowincjonalne miasteczka, odcięte od świata i pogrążone w swej bigoteryjności pod którą niejednokrotnie kryło się szaleństwo. 

W takim właśnie miejscu Goorlick umieścił akcję swojej książki. Małe miasteczko w Wisconsin, rok 1907. Catherine Land odpowiada na matrymonialne ogłoszenie lokalnego przemysłowca, gotowego pojąc za żonę nieznaną i nieładną ale prostą i uczciwą kobietę, by w ten sposób po pierwsze ugasić gorączkę pożądania a także raz na zawsze zmierzyć się z demonami przeszłości. Ralph Truitt ma za sobą bogatą i wstrząsającą przeszłość, a dramat jego losów sięga czasów wczesnego dzieciństwa i piętna jakim okazała się dla niego osobowość chorobliwie bigoteryjnej matki. Teraz jako pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna marzy tylko o tym by móc zmazać choć jedną ze swych win i sprowadzić do domu wygnanego niegdyś syna. Catherine jednak nie jest dokładnie tym za kogo się podaje, a w każdym razem nie jest nieładną ani uczciwą kobietą. Ona także ma za sobą dramatyczne losy. Całą trójkę połączą gorące uczucia wśród których przeważać będzie gniew, nienawiść i żądza zemsty. 

Miłość i pożądanie nierozerwalnie łączy się tu z nienawiścią i gniewem. Obok nadziei i zaufania w bohaterach drzemią uczucia i instynkty przekraczające granice szaleństwa. A wszystko to w ciężkim, przytłaczającym klimacie miejsca gdzie śmierć i perwersją są częścią codzienności ukrytą pod cienkim płaszczem normalności. Goorlick wydobył wszystko co najmroczniejsze w owych czasach i miejscu i to właśnie owa „mroczna strona” ludzkiego życia stanowi główny temat książki. 

Nie jest to romans w klasycznym tego słowa znaczeniu – choć opis wydawcy może to sugerować. Goorlick postawił sobie dużo ambitniejsze zadanie, nie bez przyczyny niektórzy posunęli się nawet do tego by okrzyknąć jego książkę mianem „nowych Wichrowych Wzgórz”. Nie podzielam tej opinii. Choć doceniam próbę to efekt niezupełnie mnie zachwycił. Przez większą część książki miałam wrażenie, że autor próbuje wszelkimi sposobami zaszokować czytelnika i robi to „na siłę”. Ciągłe wstawki dotyczące lokalnych tragedii, morderstw i objawów szaleństwa to trochę za mało by stworzyć atmosferę. Nie udało się także przekonująco oddać odczuć bohaterów ich stopniowego przekraczania granic obłędu. Dla czytelnika ich zachowanie jest po prostu irracjonalne i niezrozumiałe. 

Muszę przyznać, że książka jest oryginalna – temu nie da się zaprzeczyć – jeśli więc ktoś miałby ochotę na coś „innego”, to zachęcam by samemu się przekonać. Ja tak zrobiłam, i choć nie jestem zachwycona to jednak nie żałuję.

Moja ocena:
5/10

sobota, 29 czerwca 2013

Duchy przeszłości - Wendy Webb

 

Duchy przeszłości - Wendy Webb


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 296




Wendy Webb jest jeszcze mało znaną amerykańską pisarką, a choć na swoim koncie ma już kilka książek, to w języku polskim wydano do tej pory tylko jedną, ale nie o ilość a jakość przecież chodzi. „Duchy przeszłości” są w każdym razie świetnym debiutem pani Webb na naszym rynku.
„Duchy przeszłości” to bardzo dobra książka zwłaszcza z jednego powodu. Otóż pani Webb udało się zachować pewną specyficzną równowagę i wpisać się w sam środek nurtu. Książka pani Webb jest bowiem opowieścią o duchach, a te zazwyczaj mają tendencje do ciążenia ku skrajnościom, albo otrzymujemy pełen grozy i makabry horror, albo płytką opowiastkę ocierającą się o kicz. Dobrze napisana, pełna ciepła i swoistej ludzkiej mądrości, klimatyczna opowieść o duchach jest czymś naprawdę rzadkim. A „Duchy przeszłości” są właśnie taką opowieścią. Powinnam chyba jednak najpierw w paru zdaniach opisać fabułę.

 Kilka ostatnich miesięcy w życiu Hallie James młodej rozwódki okazało się wyjątkowo ciężkich. Śmierć ukochanego ojca i tajemniczy list kobiety podającej się za jej matkę przewróciło cały jej dotychczasowy świat do góry nogami. Od zawsze sądziła, że jej matka zginęła w pożarze, teraz jednak okazało się, że nie tylko nie było żadnego wypadku, ale w dodatku to jej ojciec uprowadził ją jako małą dziewczynkę pozorując przy tym ich śmierć. Hallie sama już nie wie co jest prawdą, a co kłamstwem i nie ma o to kogo zapytać, bowiem oboje jej rodzice już nie żyją. Wszystko co może zrobić to w poszukiwaniu odpowiedzi udać się na wyspę Grand Manitou. Miejsce gdzie czas jakby się zatrzymał, ludzie mieszkają w starych domach i przemieszczają się konnymi dorożkami. Mają także swoją historię i swoje sekrety. Hallie uda się poznać dzieje swojej rodziny i wyjaśnić niezwykłe tajemnice z dalszej i bliższej przeszłości, nawet jeśli będzie musiała przy tym uznać działanie sił, których istnienia dotąd nie podejrzewała. 

Książkę czyta się szybko i łatwo. Fabuła wciąga mimo, że sporą jej część stanowi opowiadana Hallie historia rodzinna. Jest to jednak historia tak niezwykła, że nie można się czuć przytłoczonym tą lawiną informacji. Miejscami jest strasznie, miejscami zabawnie, miejscami zwyczajnie. To lekka opowieść, trochę w niej nieścisłości, przedstawienie postaci pozostawia sporo do życzenia i końcówka także nie jest godna miana wielkiego finału. Ale autorka nie mała chyba ambicji zaprezentowania nam wiekopomnego dzieła, ale przyjemną lekturę, która pozwoli nam na chwilę oderwać się od tak zwyczajnej rzeczywistości. Czyta się przyjemnie, a o to przecież chodziło.

Moja ocena:
7/10

środa, 22 maja 2013

Grzechy anioła - L. H. Zelman

 

Grzechy anioła - L. H. Zelman


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 328




Moja wytrwałość jednak się opłaciła. Po przeciętnej pierwszej i słabej drugie, przyszła kolej na trzecią cześć – „Grzechy anioła” zamykają cykl autorstwa pani Zelman. I w końcu jest to dobra część, a w każdym razie najlepsza z owych trzech.
Nie będę zagłębiać się w fabułę, w końcu jest to zamknięcie całego cyklu, więc lepiej niczego nie zdradzać, napiszę zatem tylko dlaczego ta książka na tle dwóch poprzednich wypada dużo lepiej.
Po pierwsze gówna postać czyli Andrea przestaje być w końcu taka irytująca. Sytuacja sprawia, że zamiast aroganckiego anioła mamy „zwyczajną”, pełną ludzkich uczuć i niepewności dziewczynę, gotową przyznać, że nie wie co robić dalej, gdy ciężar walki spada na Michała i innych aniołów. Nie wygłasza górnolotnych kazań jak to miało miejsce zwłaszcza w części drugiej, ani nie pławi się w chwale boskiego wybraństwa, na czym polegała końcówka części pierwszej. Jest normalna, jest ludzka a więc jest i zwyczajnie sympatyczna. Szkoda, że tak późno.
Po drugie, całą tę - w gruncie rzeczy niemal zupełnie pozbawioną fabuły - opowieść ratuje postać Gabriela. Po tym jak Kaspar zamienił się z pełnego uroku amanta w rozkapryszone dziecko (naprawdę czujemy ulgę gdy znika ze sceny) tylko pojawienie się mrocznego, tajemniczego i fascynującego anioła sprawia, ze przewracamy kolejne strony w poszukiwaniu odpowiedzi kim jest i na czym polega jego zadanie.
Kolejna uwaga dotyczy zakończenia, „rozwiązania” i niestety muszę przyznać, że jest bardzo rozczarowujące. Przewidywalne a właściwie nawet banalne i jakieś takie nijakie.
Co do całej serii, to ma ona swe dobre i złe momenty. Wciąż bardzo podobają mi się postacie aniołów, ich różne osobowości, uwagi na temat świata i wzajemne przekomarzania. Nadaje to książkom specyficznego uroku. Jeśli zaś chodzi o sam pomysł na treść… Andrea porzuca niebo z miłości do Narthangela (nie Kaspara, Gabriela ani nikogo innego) to dla niego traci skrzydła i żyje na ziemi jako śmiertelnik. Szkoda, że to uczucie jest już tylko tłem i jednym z wielu motywów komplikujących fabułę, bo ta romantyczna cześć mnie chciałaby by taka miłość była czymś ważniejszy i nieprzemijającym - siłą która wszystko zwycięża.



Moja ocena:
6/10

wtorek, 21 maja 2013

Bezsenność anioła - L. H. Zelman

 

Bezsenność anioła - L. H. Zelman



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 336



Jakiś czas temu przeczytała pierwszy tom historii o aniołach autorstwa pani Zelman, gdy więc nadarzyła się ku temu sposobność sięgnęłam więc po drugą cześć z tworzącą cykl trylogii. Jeśli chodzi o „Tożsamość anioła” to miałam i wciąż mam wobec tej historii mieszane uczucia, niektóre elementy – zwłaszcza początek książki – bardzo mi się podobały, niestety końcówkę uważam za całkiem nieudaną i skutecznie zepsuła mi ona odczucia co do całej książki. A jak jest w przypadku „Bezsenności anioła”?
Od razu powiem, że niestety tylko gorzej. Wraz z powrotem Andrei na ziemię, powraca także wszystko to co w cyklu pani Zelman jest najbardziej irytujące czyli sposób w jaki została skonstruowana główna postać. Anioł zamknięty w ciele człowieka czyli ni to anioł ni to człowiek. Andrea ma nowe ciało, nowe, ważne zadanie do wypełnienia i grono uczynnych pomocników w postaci całej anielskiej świty a wciąż jest tak samo irytująca, arogancka i choć niby wszystkowiedząca to nieustannie zagubiona.
Przyznaję, że pomysł jest bardzo interesujący. Sefiry z Drzewa Życia utrzymującego wieczność także wśród aniołów „rozsypane” i ukryte w duszach zwykłych śmiertelników, a wszystko za sprawą złych knowań Samaela. Zadanie Andrei polega właśnie na odnalezieniu i powtórnym połączeniu sefir. I tu zaczyna się problem, bowiem autorka chciała z każdego „nosiciela” uczynić ważną postać i przedstawić nam jego historię. Ostatecznie przypomina to odcinki „Dotyku anioła” zredukowane do fragmentu w którym Monica (tak chyba miała na imię) z błogim uśmiechem oświadcza: „jestem aniołem, Bóg cię kocha”. Ale dziesięć sefir a do tego: Metatron, Rafael, Michał, Kamael, Zadkiel, Sandalfon i Haniel z których oczywiście każdy ma własną osobowość, a do tego oczywiście jeszcze Kaspar, Samael, Narthangel i kilku ważniejszych śmiertelników zwłaszcza Josh, Yvette i pan Faricci, to chyba jednak trochę za dużo, by uniknąć powierzchowności, powtarzalności i skrótów.
Jedyne co przemawia na korzyść tej ksiązki to, to, że czyta się ją lekko i szybko. Prosty język, prosta historia nie wymagająca szczególnego zaangażowania intelektualnego. Jest też kilka całkiem fajnych elementów jak „widzący anioły” Josh i same anioły pomagające Andrei. Szkoda, ze pani Zelman nie poświęciła im więcej uwagi. 

Moja ocena: 
4/10

środa, 17 kwietnia 2013

Strefa cienia: trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa - Wiktoria Zedner

 

Strefa cienia: trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa - Wiktoria Zender


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 320




Nie wiem co mam napisać na temat tej książki. Czytanie jej nie było łatwe i równie trudne jest opisanie sowich wrażeń w kilku zdaniach. Nie dlatego, że mam na jej temat do powiedzenia tak dużo. Przeciwnie, dlatego, że nie mam do powiedzenia niemal nic.
Pani Zender jest ofiarą przemocy i szczerze jej współczuję – trudno mi sobie nawet wyobrazić coś bardziej przerażającego niż skutki agresji której padła ofiarą. Ale pani Zender jest także autorką książki w której postanowiła podzielić się z nami swoimi przeżyciami – w trzecioosobowej narracji, która zapewne pomogła jej zdystansować się do młodej Uli. To, że chce się względem niej zdystansować nie dziwi mnie wcale. Mimo bowiem wyraźnych starań by przedstawić dziewczynę jako ofiarę perfidnej manipulacji to jest ona raczej ofiarą własnej naiwności i głupoty.
Mamy przecież do czynienia ze starą jak świat i wszystkim dobrze znaną historią młodej dziewczyny, która znużona ograniczeniami domu rodzinnego związuje się z mężczyzną, który co prawda mógłby być jej dziadkiem, ale za to może zapewnić jej barwniejsze i bardziej ekscytujące życie. I nie łudźmy się, nie jest to jakaś wielka miłość łącząca ludzi na przekór wszelkim konwenansom, ale zwykła wymiana dóbr i usług. Tak, autorka bardzo chce zaprezentować nam Ulę jako młodą, niedoświadczoną dziewczynę, którą oszołomił nieznany jej świat dużych miast, drogich hoteli, restauracji, prezentów i zakupów. Osiemnastolatki są naiwne, owszem, ale ile osiemnastolatek zgadza się zostać kochankami sześdziesięcioparoletniego mężczyzny byle by tylko nie musieć wracać do domu i normalnego, skromnego życia „zwykłej” nastolatki. Wszyscy wiemy, że są takie dziewczyny w końcu dużo się ostatnio mówi i piszę o sponsoringu. Ale tam nazywa się rzecz po imieniu i nie próbuje się wmówić czytelnikowi, że biedna Ula nie wiedziała co robi, gdy masowo podrabiała podpisy, łamała prawo i uczestniczyła w innych malwersacjach i przekrętach – tym bardziej nagannych, że cześć polegała na wyłudzeniu odszkodowań należnych weteranom i inwalidom wojennym. Dla Uli jednak znaczenie ma jedynie to, że ma własne mieszkanie w centrum Warszawy i pieniądze z których nieskrępowanie korzysta nawet po tym gdy Roman trafia do więzienia. 
Ula stała się ofiarą dlatego, że jej bogaty wybranek okazał się człowiekiem z problemami psychicznymi i to co zapowiadało się jak raj zamieniło się w piekło. Nie chce by brzmiało to tak jakbym uważała, że spotkało ją to na co zasłużyła. Bo tak nie jest! Ofiara przemocy jest ofiarą w każdym znaczeniu tego słowa a tej agresji nic nigdy nie usprawiedliwia. Ale kłamałabym twierdząc, że rozumiem i akceptuję zachowanie Uli, szczerze mówiąc przez większą część książki nieustannie zadawałam sobie pytanie co ta dziewczyna sobie myśli i czy w ogóle myśli? Trudno ocenić historię czyjegoś życia, ale postanowiłam się zdystansować i spojrzeć na treść jak na typową książkę, a jako taka jest bardzo przeciętna.

Moja ocena
5/10



wtorek, 9 kwietnia 2013

Whisper. Nawiedzony dom - Isabel Abedi

 

Whisper. Nawiedzony dom - Isabel Abedi


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 278




W czasie czytania „Whisper. Nawiedzony dom” nasunęły mi się dwa spostrzeżenia. Pierwsze dotyczy tego, że książka ma w sobie coś filmowego i świetnie nadawałaby się do zekranizowania i być może byłby to lepszy film niż jest książka. Druga sprawa odnosi się do tego, że jest to „horror dla dzieci” jeśli w ogóle może istnieć coś takiego, bowiem mimo ducha, zagadki kryminalnej i bardzo szumnego tytułu książkę można spokojnie czytać kilkulatkom – więcej wątpliwości w tym względzie wzbudza dowolna część Harrego Pottera.
Nie czułam się więc szczególnie zaskoczona, gdy odkryłam, że pani Abedi miała przez długi czas styczność z przemysłem filmowym, ani gdy okazała się autorką bardzo poczytnych w Niemczech książek dla dzieci. Swoją drogą biorąc pod uwagę lekkość z jakim posługuję się słowem przypuszczam, że są to książki bardzo dobre.
Wracając jednak do „Nawiedzonego domu” fabuła jest dosyć prosta, dwójka nastolatków: nieco zagubiona córka znanej aktorki i zaradny wiejski chłopak rozwiązują razem zagadkę kryminalną związaną z zaginięciem dziewczyny sprzed kilkunastu lat. Taka wakacyjna przygoda z enigmatyczna postacią ducha w tle dla fantów elementów fantastycznych.
Jak się spojrzy na fabułę tej książki z niejakiego dystansu, to właściwie zawiera ona wszystko co zawierać powinna. Mamy nastolatków i rodzące się między nimi uczucie, mamy tajemnicze morderstwo i równie tajemniczych mieszkańców miasteczka ze swoimi sekretami, mamy ducha domagającego się sprawiedliwości i kilka konfliktów rodzinnych zwłaszcza w skomplikowanych relacjach Noi ze swoją matką. Niby wszystko ok. a jednak wyraźnie coś jest nie tak.
Najważniejszy zarzut polega na tym, że książka jest zwyczajnie nudna. Zwłaszcza pierwsza jej część, kiedy poszczególne elementy zagadki dopiero się pojawiają i tak naprawdę zupełnie nic się nie dzieje. Wrażenie, że nic się nie dzieje towarzyszyło mi zresztą przez większą część książki nawet gdy już zaczęło się „coś dziać”. Autorka zapewne z troski o młodego czytelnika zadbała by usunąć z tej historii wszystkie elementy grozy niestety usuwając jednocześnie wszystko to co tworzyło klimat.
Niewątpliwie jednak na korzyść twórczości pani Abedi przemawia sposób w jaki skonstruowane zostały postaci. Mimo swojej różnorodności wszystkie wydają bardzo naturalne i autentyczne.
Reasumując książka nie zachwyca – przynajmniej mnie – ale też zupełnie nie rozczarowuje. Lekka i dość przyjemna.

Moja ocena:
 6/10

Książka przeczytana w ramach kwietniowego wyzwania Pod hasłem
 

środa, 20 marca 2013

Przyrzeczeni - Beth Fantaskey

 

Przyrzeczeni - Beth Fantaskey



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 408




Książka „Przyrzeczeni” jest tak idealnym przypadkiem urzeczywistnienia wyobrażeń o wampirycznym romansie dla nastolatków, że spora jej część może uchodzić za parodię gatunku. Pani Fantaskey zdaje się świetnie bawić pisząc ją, jeśli więc i my podejdziemy do niej nie całkiem na serio to możemy się równie dobrze bawić czytając.
Mamy więc uroczego młodego dżentelmena wprost z Rumunii, aż nazbyt świadomego swej pozycji księcia wampirów. Pakt sprzed kilkunastu lat przeznacza mu za narzeczoną młodą Amerykankę, typową nastolatkę – swojej pozycji księżniczki wampirów zupełnie nieświadomą. Rodzi to całą masę nieporozumień i zabawnych sytuacji. Relacje między młodymi zmieniają się jak w kalejdoskopie. Naprzód związku nie chce ona, potem nie chce ona, chociaż oczywiście od początku wiadomo, że chcą oboje.
Dla mnie książka dzieli się na trzy części. Pierwszą – zabawną, drugą – nudną i trzecią – nieudaną. Dlaczego nieudaną? Kiedy akcja przenosi się z małomiasteczkowego środowiska nastolatków na wyższy „dorosły” i międzynarodowy poziom, pani Fantaskey próbuje porzucić dotychczasowy lekki ton. Chcąc czy nie chcąc musimy zacząć traktować historie bez dotychczasowego przymrużenia oka, dostrzegamy więc schematyczność, banalność i wszystkie pozostałe wady typowego paranormal romance.
Jeśli komuś te wady nie przeszkadzają to jak najbardziej polecam.
I jeszcze jedno. Bardzo podoba mi się okładka. Ładnie skomponowana.

Moja ocena:
            5/10

poniedziałek, 18 marca 2013

Akademia wampirów - Richelle Mead

Akademia wampirów - Richelle Mead


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 336





Długo się zastanawiałam co właściwie chce napisać o tej książce. Długo się zastanawiałam co ja właściwie o niej myślę. Już dawno zwróciłam uwagę na cały cykl pani Mead, przeczytałam liczne recenzje i opinie, jak robię to zawsze gdy zabieram się za coś, co od początku budzi we mnie sprzeczne uczucia. Większość głosów twierdziła, że jest oryginalnie i klimatycznie. I mimo, że po raz kolejny o wampirach to jednak warto. A więc i ja sięgnęłam po pierwszy tom serii. 
Przeczytałam. I wciąż mam tak samo mieszane uczucia. Rzadko kiedy zdarza mi się nie umieć powiedzieć, czy książka mi się podobała czy nie. A z „Akademią wampirów” tak właśnie jest. Zacznę więc od tego, co do czego nie ma żadnych wątpliwości, od tego co w książce w porównaniu z podobnymi pozycjami unikatowe. A taki jest pomysł wprowadzenia kategorii do „gatunku” wampirów. Mamy więc tradycyjnych przedstawicieli pijących krew, i takich, którzy tego robić nie muszą, pełniących najczęściej rolę ich strażników. Intrygujący zabieg pozwalający znacznie urozmaicić fabułę i wprowadzić do niej całe multum wampirzych problemów społecznych :)
Po drugie, fajnie jest w końcu przeczytać książkę tego gatunku gdzie główna kobieca postać nie jest wcieleniem niewinnej bezradności czekającej cierpliwie, aż ktoś uratuje ją od wszelkiego zła. Rose, nie ma w sobie nic z takiej dziewczyny. Ale i na tym polu niestety nie czuje się usatysfakcjonowana. Pani Mead przegina bowiem w drugą stronę i zamiast zaradnej i pewnej siebie postaci mamy coś na kształt rozszczekanego terierka gotowego rzucić się na każdego kto wejdzie mu w drogę. I nie ważne czy to ma sens czy nie. Nieco lepiej jest z Lissą, choć ta z kolei przez pierwsze pół książki świetnie odpowiada powyższemu opisowi bezbarwnej księżniczki. Potem na szczęście postawia ujawnić swój charakter na czym książka znacznie zyskuje.
Bardzo podobał mi się klimat. Mroczny i ciężki jak rosyjska zima. Ta „wschodniość” jest jednym z największych atutów książki. W porównaniu do „zachodnich” wampirów ze lśniącą skórą czy kłami, ci „wschodni” wydają się dużo prawdziwsi i w końcu tak jak powinni, przerażający. Dziwi mnie tylko, dlaczego akcja rozgrywa się w Akademii na terenie USA, a nie w Rosji, skoro i tak wszystko jest rosyjskie. Ale opowieść na tym nie traci.
Słyszałam gdzieś ostatnio, że w przypadku tej serii, każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej. Taką właśnie mam nadzieję, bo choć jestem zaintrygowana, to zafascynowana na pewno jeszcze nie. W najbliższym czasie zabiorę się za czytanie drugiej z cyklu by tę teorię sprawdzić. A na razie „Akademie wampirów” uważam za książkę po prostu dobrą.

Moja ocena:
6/10

Niemożliwe - Nancy Werlin

Niemożliwe - Nancy Werlin


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 360





Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak słabej książki. I nie chodzi mi o fabułę, choć i ta pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mam raczej na myśli sposób pisania, styl pani Werlin. Równie suchym, prostym i nie oddającym  żadnych emocji językiem zazwyczaj peszę się ulotki reklamowe, ale nie powieści. Choć książka zawiera wątki baśniowo folklorystyczne dające przecież ogromne możliwości, autorka z niezwykłym uporem wzbrania się przed stworzeniem jakiegokolwiek klimatu, nastroju lub czegokolwiek co pozwoliłoby nam bezbolesne przełknąć masę absurdów jaką jest treść. 

Sięgając po „Niemożliwe” spodziewałam się lekkiej i przyjemnej historii nastolatki, która odkrywa, że ciąży na niej kilkuwieczna klątwa, rzucona kiedyś na jej przodkinię przez wzgardzonego adoratora. Aby się od niej uwolnić dziewczyna musi wykonać trzy z pozoru niemożliwe do wykonania zadania. Wydaje się dość interesująco, prawda?
Nie jest. Po pierwsze jest drętwo i nudno, choć pani Werlin stara się jak może urozmaić nam czas. Mamy więc tajemniczą klątwę, przyjaciela, który staje się ukochanym, a także macierzyństwo, małżeństwo, gwałt, bal maturalny i liczne pogadanki na temat seksu, a to wszystko, że tak powiem na jednym wdechu. I muszę przyznać, że jest naprawdę sztuką zmieścić to wszystko w jednej książce, tak by wciąż wydawała się nudna.
Zawiodłam się, tym bardziej, że pani Werlin ambitnie próbuje zmierzyć się z kilkoma naprawdę trudnymi tematami, trudnymi w ogóle, a już na pewno dla nastolatków. Ale jej się nie udaje. Nie jestem nastolatką może na tym polega problem. Ale nie wierzę, że do kogokolwiek perypetie Lucy, tak naprawdę trafiają. Przede wszystkim sama postać musiałaby najpierw zyskać na wyrazistości. Przydałoby się to zresztą wszystkim postaciom z Elfim Królem na czele. Czy samo wyrażenia Elfi Król nie brzmi śmiesznie?
Nie polecam. Chyba, że ktoś naprawdę cierpi na nadmiar wolnego czasu.
Jeszcze jedna uwaga. Z całej książki najbardziej podoba mi się okładka. Ładna, prawda?

Moja ocena:
3/10

czwartek, 14 marca 2013

Tożsamość anioła - L. H. Zelman

 

Tożsamość anioła - L. H. Zelman

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość storn: 328




Postanowiłam sięgnąć po tę książkę z dwóch powodów, pierwszy jest dość banalny, otóż nigdy wcześniej nie miałam okazji zetknąć się z twórczością pani Zelman i z niejakim zaskoczeniem odkryłam, że jest ona Polką. Moja ciekawość więc tylko wzrosła, choć szczerze mówić nie mam zbyt pozytywnych doświadczeń z polską fantastyką. Ale to nic, bo i tak sięgnęłabym po tę właśnie książkę ze względu na jej tematykę aniołów. To, że tak powiem moja dziedzina i byłam bardzo ciekawa co tez autorka z tym zrobi w książce z gatunku paranormal romance.
I muszę przyznać, że wielką zasługą pani Zelma jest to, że motywy zaczerpnięte z mitologii judaistycznej i legend potraktowała z bardzo dużą swobodą twórczą, tak, że stanowią one jedynie inspirację. Wszystko inne na szczęście jest po prostu tworem jej wyobraźni.
A o czym jest książka? Adnrea, ambitna studentka uniwersytetu powoli odkrywa, że jest aniołem. I to nie byle jakim, ale posiadającym ogromną moc i przebywającym na ziemi z unikatową misją. Od razu powiem, że ta cześć - odkrywania przez główną postać tego kim jest – jest zdecydowanie najlepsza w całej książęce. Choć miejscami przypomina ona bajkę o zagubionym kopciuszku, który na swej drodze spotyka księcia o imieniu Kaspar, a on czyni z niej księżniczkę. Trochę mdło, ale któż nie lubi dobrze napisanych bajek? Ja lubię i właśnie dlatego uważam, że ta cześć jest dużo lepsza od następnej.
 A co zawiera druga połowa książki? Otóż po tym jak Andrea odkrywa już u siebie naturę anioła, na scenie pojawiają się prawdziwi gracze. Mamy więc anioły, upadłe anioły z samym Szatanem na czele, a także demonicznych Nefilim, o zwykłych ludziach już nie wspominając. A to wszystko w ramach wielkich boskich planów, które zaważą na losach świata. Pięknie. Tylko, że w tym miejscu historia nieco panią Zelman przerosła. I chyba nie do końca wiedziała czy pisze popularną książę dla nastolatków czy ambitną powieść pełną metafizycznych przemyśleń. Swoją drogą dość płytkich i niezbyt odkrywczych. Między innymi ta trywialność sprawia, że wszystkie wyżej wymienione kategorie postaci zachowują się jak greccy bogowie, czyli mówić inaczej rozkapryszonej dzieci nie wiedzące czego chcą.
Najbardziej jednak zawodzi główna postać. W drugiej części książki nie mamy już do czynienia z miłą, choć trochę zagubioną dziewczyną. Mamy do czynienia z aniołem, który nie dość, że jest niesympatyczny to w dodatku zwyczajnie irytujący. Ta nowa Andrea drażni, niby coś wie, a nie wie, niby ma plan a nie ma, niby ma jakąś moc ale na czym ona polega?
Ogólnie rzecz biorąc początkowe zainteresowanie zamieniło się w zawód. Szkoda bo pomysł był obiecujący. Ja w każdym razie zamierzam się porządnie zastanowić nad sięgnięciem po drugi tom. Choć kto wiem, może historia dopiero się rozkręca?

Moja ocena:
5/10

wtorek, 12 marca 2013

Ukryte - Kimberly Derting

 

Ukryte - Kimberly Derting


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 320




Kimberly Derting – zupełnie mi nie znana. I gatunek – paranormal romance – który też nie jest moją specjalnością, choć to ostatnio się zmienia. A tymczasem książka „Ukryte” okazała się niespodzianką. Gdybym miała określić ją jednym słowem byłoby to „urocza”.
Fabuła bardzo przypomina niedzielne filmy przygodowe, czyli amerykańskie kino familijne – wszystko jest lekki, głupiutkie i poprawne. Właśnie ta naiwność jest tutaj najbardziej urocza.
Bohaterowie są typowymi nastolatkami, czyli młodymi, niezbyt inteligentnymi (co niestety jest jednak nieco irytujące), a przede wszystkim próbują poradzić sobie z własnymi uczuciami i wcale nie jest to łatwe zadanie.
Jedyne co wyróżnia Violet z grona typowych nastolatków to jej zdolność słyszenia/odczuwania Echa jakie zostawiają po sobie zmarli. Potrafi w ten sposób odnaleźć szczątki zwierząt ale także ludzkie zwłoki. Zdolność sama w sobie wydaje się dość makabryczna, ale czytając książkę nie da się tej makabry odczuć – a trochę szkoda, bo mogłoby to trochę rozwiać ten iście sielankowy nastrój. Zapewne to właśnie próbowała zrobic autorka wrzucając wstawki będące monologiem wewnętrznym mordercy. Bardzo uładzonym. Wiem, ta książka jest dla nastolatków, ale chyba nikt, nawet oni nie uwierzą, że tak właśnie wyglądają myśli mordercy – pedofila w czasie czyhania na ofiarę. Trochę to wszystko za schematyczne.
No cóż fabuła nie jest zbyt zaskakująca, do bólu przewidywalna, ale to też jest w niej urocze, choć może brzmi to nielogicznie. Dla mnie ta książka ma w sobie coś z uroku bajki. Mała zagubiona dziewczynka otoczona przez kochających dorosłych, którzy tylko czekają by przyjść jej z pomocą w czarno-białym świecie dobra i zła. Czyż nie urocze?
Może nadużywam tego słowa, ale tak właśnie książka mi się kojarzy ;)
Nie ma wampirów, wilkołaków, mrocznych tajemnic, atmosfery paranormalnych zjawisk. Wszystkiego tego co dotąd z tym rodzajem książek mi się kojarzyło. Zamiast tego jest zwyczajny, pozbawiony szczególnych cech charakteru czy osobowości słodki Jay. To dobrze – myślę, że właśnie w takich chłopakach nastolatki powinny się zakochiwać. Książka świetnie oddaje ten niepowtarzalny klimat pierwszej miłości, kiedy wszelkie niepowodzenia urastają do roli tragedii przysłaniającej nawet bliskość morderstw.
Zachęcam do przeczytania bo godziny spędzone z „Ukryte” to po prostu mile spędzony czas, nie wymaga zaangażowania a pozwala się oderwać od rzeczywistości. Jest też świetnym przypomnieniem jak to było, dla tych, którzy swoją pierwszą miłość już dawno mają za sobą ;)

Moja ocena:
7/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...