piątek, 3 kwietnia 2015

Ukryte w mroku - Peter Robinson


Ukryte w mroku - Peter Robinson




Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 416




Bardzo lubię książki Petera Robinsona, jest obecnie moim ulubionym współczesnym brytyjskim autorem kryminałów. Ten tytuł przypadł mu w udziale głównie za rewelacyjnego „Kameleona”, ale także za stworzenie samej postaci inspektora Banksa.

Nie mogę jednak zacząć swojej opinii, póki w jakimś choćby nikłym stopniu nie uzewnętrznię w jaką frustrację wprowadza mnie tajemnicza polityka wydawnictwa w wyniku, której cały cykl z Banksem zaczął pojawiać się na naszym rynku od 10 tomu (!). To jednak nie wszystko, co prawda żałuję, że nie mogę poznać wcześniejszych śledztw Banska, ale nie to mnie tak denerwuje. Skoro, bowiem wydawnictwo zdecydowało się na cykl Robinsona, to, dlaczego nie wydaje go zgodnie z chronologią? Co decyduje o tym, że tom 13 został całkowicie pominięty, a po nagłym przeskoku do 20 następuję nieoczekiwana zapowiedz 15. Rzecz jest o tyle istotna, że choć każda książka opowiada historię innego śledztwa, to wszystkie prywatne sprawy bohaterów – a są one w książkach istotne - wpisują się w jeden chronologiczny ciąg. Dlaczego więc nie tak są wydawane?

Dorze, teraz, kiedy już trochę się wyzłościłam mogę przejść, do „Ukryte w mroku”. Jest to 20 tom serii z inspektorem Banksem w roli głównej i być może, dlatego, jest to zdecydowanie najsłabsza część, jaką dotąd czytałam. Być może pan Robinson zmęczył się już swoimi bohaterami, może nastał już dla niego czas na jakieś zmiany, bowiem w książce to zmęczenie wydaje się niemal namacalne. Nie ma poprzedniej lekkości, mnogości wątków, skomplikowanej intrygi, ba nie ma nawet tyle odniesień do muzyki, co zazwyczaj. Wszystko za to robi wrażenie „ciężkiego” wetkniętego na siłę i równie na siłę innowacyjnego. Chyba właśnie z tego względu autor zdecydował się przenieść cześć akcji do Estonii, co niestety nie okazało się dobrym rozwiązaniem. Ale o tym za chwilę.

Alan Banks prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa emerytowanego policjanta - Billa Quinna. Ponieważ rzecz dotyczy policji, a plotki głoszą, że zamordowany mógł być ofiarą szantażu, jego pracy uważnie przyglądać się ma policjantka z wydziału wewnętrznego. A nie jest to lubiany wydział. Samo śledztwo zaś, zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, zwłaszcza, gdy Banks zaczyna analizować sprawy, którymi zajmował się Quinn. Zaginiona w Estonii młoda Angielka, kanciarz żerujący na długach najuboższych obywateli, zmuszani so niewolniczej pracy imigranci, prowadzący własne śledztwo młody dziennikarz, tajemniczy szantażysta i estońska mafia. Wszystkie te wątki łączą się ze śmiercią policjanta i tylko dzięki ich rozwikłaniu Banskowi może udać się wskazać mordercę.

Choć samemu pomysłowi na kryminalną intrygę niewiele da się zarzucić, to samo jej przestawienie pozostawia wiele do życzenia. Robinson zawsze przedkładał szczegółowy opis nad budowanie napięcia i akcję. Lubiłam to w jego książkach, nawet, gdy prezentowane przesłuchania czy rozmowy niewiele wnosiły to ostatecznie stanowiły kontekst, z którego czytelnik budował sobie ostateczne rozwiązanie. W przypadku „Ukryte w mroku” autor jednak wyraźnie przesadził i książka, co z trudem przyznaję, jest po prostu nudna. W sprawie śledztw niewiele się dzieje, za to najwięcej miejsca zajmują zupełnie nieciekawe wątki na przykład planowania przez bohaterów swojej dalszej policyjnej kariery lub wewnętrzne spory policji.

Wcześniej wspomniałam, że nawet przeniesienie akcji do Estonii, okazało się błędem. I tak właśnie uważam, bo w przypadku, gdy rzecz działa się w Anglii, autor przynajmniej miał pojęcie, o czym pisał. W przypadku Estonii wyraźnie takiego pojęcie nie ma. Całość jego opisu opiera się na stereotypach zresztą podobnie rzecz ma się – o ile nie jeszcze gorzej – gdy pojawiają się polskie wątki. Autorowi wydaje się chyba, że mieszkańcy Śląska to średniowieczni analfabeci. Ale nie będę się czepiać, bo chyba bardziej niż to irytowało mnie, że cała policja Estonii nie była w stanie odtworzyć okoliczności zaginięcia dziewczyny, co Banks robi po kilku latach od tego zdarzenia w zaledwie jego popołudnie…


Nie, to nie jest dobra książka. Mam szczerą nadzieję, że to tylko jednorazowa „wpadka” i seria z Banksem powróci do poziomu „Kameleona”.

Moja ocena:
5/10

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię kryminały, ale tego autora jeszcze nie poznałam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...